Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Z góry przepraszam, jeśli poniższy tekst niczym szamańskie zaklęcie odwróci szczęśliwą kartę, jaką ostatnio gra Leeds United, ale wydarzenia z ostatnich kilku miesięcy nie mogą zostać pozostawione bez uwagi i niesiony entuzjazmem, jaki w przypadku Leeds nie towarzyszył mi chyba nigdy, zmuszony jestem do wzniesieni peanów na cześć ludzi, którzy sprawili, że na Elland Road ponownie pojawił się uśmiech. Nie jest tajemnicą, że głównym prowodyrem szczęścia kibiców The Whites jest postać Garry'ego Monka. Wcześniej pisaliśmy i mówiliśmy, jak wielki błąd popełnił Massimo Cellino nieprzydłużając kontraktów Neila Redfearna czy Seteve'a Evansa. Jednak gdyby nie tamte kroki szalonego Włocha, to dzisiaj w Yorkshire nie byłoby 37-letniego Monka, który, nie boję się użyć tego słowa, jest geniuszem. 

Nie chcę nawet sobie wyobrażać, co by było, gdyby późnym latem Cellino nie wytrzymał ciśnienia i wzorem poprzednich lat, podziękował Monkowi za współpracę nazywając go zepsutym arbuzem. Cellino jednak wygrał sam ze sobą, zacisnął zęby, policzył do 10 i teraz w końcu otrzymuje dywidendy od swoich decyzji. Nie chodzi nawet o to, że Leeds United obecnie okupuje 3 miejsce w tabeli, nie chodzi o to, że bije rywali, którzy latem wydali kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy więcej (Aston Villa) na transfery niż The Whites. Po niezłych seriach we wrześniu, październiku, czy listopadzie obawialiśmy się, że Pawie w końcu złapie jakiś kryzys, że w końcu trafimy na jakieś problemy kadrowe, cięższy terminarz i  wtedy miny nam zrzędną. Tymczasem podopieczni Garry'ego Monka z każdym kolejnym tygodniem grają jeszcze lepiej i nie przeszkadzają im  w tym ani kontuzje ani zawieszenia. Poprawiają się w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. Zarówno indywidualnie, jak i zespołowo. Zaczęło się od lepszego bronienia przy stałych fragmentach gry, potem monolitem stała się cała defensywa United (5 czystych kont na Elland Road z rzędu!). Pawie grają także coraz lepiej w ataku. Rzuty rożne i wolne stały się naszą groźną bronią.

W ostatnich tygodniach można także zauważyć wyraźny postęp indywidualnych umiejętności graczy Leeds. Forma Luke'a Aylinga jest wręcz fenomenalna. Wychowanek Arsenalu na początku świetnie bronił, ale nie kwapił się do ofensywnych wejść. Ostatnie mecze jednak to zmieniły i były obrońca Bristol City coraz śmielej i lepiej radzi sobie na połowie rywali. Nie ma dla niego nawet znaczenia, na jakiej pozycji zagra. Ten żołnierz Monka dla swojego trenera zagra w każdym miejscu na boisku. Dużo dojrzalej gra Philips. Słuszność wydanych 3 mln funtów zaczyna pokazywać Kemar Roofe. Metamorfoza Souleymana Doukary to chyba nawet temat na osobny tekst. Nigdy nie wątpiłem w wielki talent Francuza. Od razu po przyjściu do Leeds, pokazał, że można mieć z niego pożytek. Jednak po dwóch niezłych miesiącach coś w Doukarze zgasło. Równie wielkie jak jego talent, było jego lenistwo. Souleymane był naszą wersją Mario Balotelliego. Nieobecny, rozkapryszony, nieskoncentrowany i niedokładny. Na chwilę udało mu go sobie ustawić Evansowi. Jednak pod batutą wielkiego Szkota Doukara zagrał dobry ledwie jeden miesiąc. Dlatego analogicznie kibice Pawi spodziewali się podobnego upadku Francuza w tym sezonie. Niby zagrał niezłe kilka meczów, ale niemal każdy był pewien, że za chwilę znowu mu odbije, przybierze kila kilogramów i wróci do treningów z drużyną młodzieżową. Tymczasem Doukara jak już dostał szansę gry, to za żadne skarby nie chce jej oddać. Jeden z największych leni, stał się jednym z największych pracusiów. Nie mogący się  wcześniej dostosować do żadnego reżimu taktycznego, przeciwko Brighton był w stanie zagrać nawet na pozycji defensywnego pomocnika. Doukara imponuje dryblingiem, potężną siłą, szybkością. To nie jest tylko kwestia odpowiedniego ustawienia drużyny. Przykład Doukary pozuje, jak swoje umiejętności w ostatnich miesiącach rozwinęli poszczególni zawodnicy. Na deser zostawię sobie jeszcze chłopaka, który dość szybko sprawił, że zapomniałem o swoim ulubionym piłkarzu ostatnich lat, Lewesie Cooku. Progres, jak w ostatnim roku, a zwłaszcza w ostatnich dwóch miesiącach przeszedł Ronaldo Vieira, jest wręcz niebywały. Ciężko sobie wyobrazić, że ten chłopak 1,5 roku temu pojawił się na treningach drużyny juniorskiej. W ciągu kilku miesięcy zaczął dostawać szansę gry w drużynie młodzieżowej, a na koniec zeszłego sezonu Steve Evans na zachętę dał mu zagrać w pierwszej drużynie. Latem 18-latek sensacyjnie wywalczył na kilka meczów miejsce w składzie, które potem stracił. Od grudnia jednak jego forma wystrzeliła w powietrze. Vieiria w tej chwili nie jest tylko melodią przyszłości. On obecnie jest podporą tej drużyny. Jego wejście odmieniło mecz z Rotherham, on jako jeden z nielicznych wyróżnił się przeciwko Brigthon. Spotkanie z Derby przeszło jednak najśmielsze oczekiwania. Ronaldo Vieira w środku pola brylował niczym Patrick Vieira. Ilość drugich piłek zebranych przez młodziana, ilość odbiorów, spokój w rozegraniu piłki i dojrzałość gry tego chłopaka były wspaniałe. Nie ma się , co dziwić, że występ tego gracza zatkał Stevena McCLarena, który rozpływał się nad nim w czasie konferencji prasowej. Jeżeli Vieira w ciągu tych kilku miesięcy treningiem z Monkiem, Clotetem i Beattiem  tak się rozwinął, to jak będzie wyglądał w maju?

Jak też wspomniałem wyżej obecne United to nie tylko lepsi piłkarze. Garry Monk latem na temat stylu gry swojego zespołu, mówił, że ten musi być dostosowany do warunków meczowych. Nie chciał się zobowiązywać do gry defensywnej, czy ofensywnej. Nie chciał zapowiadać gry krótkimi podaniami, czy długa piłką. Monk na każdy mecz swój zespół nastawia inaczej. To jest niesłychane, że jednego dnia Pawie mogą ustawione głęboko czekać na wymieniające serię podań Reading i potem ich błyskawicznie skontrować, a następnego dnia atakować Derby County już pod ich polem karnym, nie dając rywalom złapać oddechu. Ekipa Monka jest mistrzem analizy gry rywali i dostosowania taktyki do każdego meczu. Imponuje także siła mentalna Białej Armii. The Whites nie tracą wiary i głowy. Ileż razy już w tym sezonie byliśmy świadkami, że Pawie po pierwszej słabej części gry w drugiej podkręcały tempo i zgarniały cała pulę?

Zresztą pozytywów nie dostarczają nam tylko wydarzenia boiskowe. Odpukać, do tej pory Massimo Cellino nie zrobił, ani nie powiedzial nic głupiego. Poza tym wydaje się, że obecność Andrei Radrizzaniego jest gwarantem tego, że jeśli nawet Cellino przyjda do głowy destrukcyjne pomysły, to jego rodak nie pozwoli mu na ich zrealizowane. Jak mówił Adam Pope, nastawienie piłkarzy, sztabu szkoleniowego, zarządu, a także trybun uległo olbrzymiej zmianie w ostatnim czasie. Elland Road wypełnia się coraz częściej i liczniej. Na portalach społecznościowych znikają podziały na zwolenników i przeciwników Cellino. Wszyscy dążą w jednym kierunku, wszyscy pragną tego samego w ten sam sposób. Teraz już nikogo w Leeds nie interesują baraże. Apetyty urosły nam w miarę jedzenia i wszyscy nie liczymy teraz punktów dzielących nas od drużyny 7 w tabeli. Garry Monk i jego sztab dali nam podstawy, żeby patrzeć w górę. Tam już nerwów za plecy rozglądają się Newcastle i Brighton. Pisząc te słowa pukam się po piszczelach świadom tego, że pisząc i mówiąc o Leeds nie można być pewnym niczego, ale głęboko wierzę, że tegoroczna Majówka może smakować wyjątkowo. W sporej części, dzięki klubowi z LS11.

Komentarze  

#3 LeedsAdmin 2017-01-30 08:03
Świetny felieton. Jeśli w tym roku potencjał na awans zostałby zmarnowany, roztrwoniony to ciężko wyobrazić sobie co jeszcze trzeba byłoby zrobić aby awansować. Ale do ewentualnych baraży jeszcze wiele meczy.
#2 wienek 2017-01-17 21:15
Dokładnie, najbliższy pojedynek może nas przybliżyć, lub oddalić od realizacji i spełnienia marzeń, ale jeszcze trochę grania jest, na razie staram się nie podniecać za bardzo, ale w końcu ile można czekać... :) oby tegoroczna Majówka smakowała wyjątkowo!
#1 mm 2017-01-17 07:44
Jak wygramy z Barnsley na wyjeździe, to powolutku zacznę wierzyć w baraże...
Dlaczego akurat z Barnsley ?
Z nimi nie szlo ostatnio nam dobrze, tak mówi się, ze " nam nie lezą".

You have no rights to post comments