Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Obecne władze Leeds United lubują się w tworzeniu haseł, które mają jednoczyć i umacniać przywiązanie do klubu swoich kibiców. Hasła te są przedstawiane w postaci plastikowych kartoników na trybunie Elland Road. W zeszłym sezonie na spotkaniu z Middlesborough mogliśmy podziwiać piękny napis „Together”. Na koniec marca przed meczem z Millwall z kolei na West Stand zagościło wielkie „Believe”. Na tym haśle obecnie opiera się w zasadzie życie kibice Leeds United. Drużyna Marcelo Bielsy już wielokrotnie w ostatnich miesiącach dość poważnie komplikowała sobie życie. Wielokrotnie później z tych tarapatów potrafiła się wykaraskać, jednak dwie ostatnie porażki w walce o bezpośredni awans mogą okazać się brzeminne w skutkach. Kibicom Leeds nie pozostało w tej chwili nic innego jak tylko wierzyć, że sezon zasadniczy The Whites skończą w pierwszej dwójce. Żadnych racjonalnych przesłanek na taki obrót spraw nie ma. Abstrahując od dyspozycji piłkarzy Leeds, którzy w świątecznych meczach wyraźnie pokazali, jak kiepsko radzą sobie z presją i oczekiwaniami, jakie spoczywają na ich barkach, to ciężko sobie wyobrazić, żeby Sheffield United, mając w garści już awans do Premier League, jakimś cudem ten awans by wypuściło.

Media społecznościowe i wszelkie grupy, strony czy hashtagi poświęcone Leeds United nie były najprzyjemniejszym miejscem przez ostatnie dni. Co zrozumiałe, przez kibiców przemawiało ogromna złość, rozczarowanie, rezygnacja. Leeds United, drużyna, która przez niemal cały sezon zajmowała jedno z dwóch pierwszych miejsc, drużyna, która najdłużej spośród wszystkich drużyn w lidze zajmowała miejsce promowane awansem, nagle w spektaularny sposób ten bezpośredni awans niemal straciło. Przed sezonem 3 miejsce w tabeli każdy z osób związanych z klubem brałby w ciemno. Apetyt jednak zawsze rośnie w miarę jedzenia i dodając do naszych przedsezonowych oczekiwań okoliczności, które towarzyszyły rozgrywkom przez ostatnich kilka miesięcy, nie ma sie co dziwić frustracji, jaką przeżywają obecnie kibice. Co jednak mają powiedzieć sami piłkarze? Ludzie, którzy tego awansu pragną przecież wcale nie mniej niż ich kibice. Ludzie, którzy, żeby znaleźć się w tym miejscu, na którym są, musieli przejść kilkumiesięczną katorgę. Katorgę, która rozpoczeła się katorżniczą pracą w okresie przygotowaczym. Ogromne napięcie, które znosili w trakcie rozgrywek – klęska na The Hawthorns, po której nastąpiła najlepsza seria zwycięstw w historii klubu; szaleńcze, wykończające psychicznie pogonie za Aston Villą czy Blackburn; nieprawdopodobny rewanż na WBA na Elland Road. Oczywiście, najbardziej oczywistym wyborem we wskazywaniu winnych za ostatnie porażki są piłkarze. To oni biegali po murawie, to oni popełniali na nim błędy, ale także to oni po tych porażkach najbardziej cierpią. Widok płaczącego Pablo Hernandeza poruszył każdego człowieka. 34-letni facet, który w swojej karierze grywał w Lidze Mistrzów, w reprezentacji Hiszpanii, teraz na koniec kariery ryczał jak bóbr, po przegranym meczu w drugiej lidze angielskiej. Nie jest odkryciem godnym NASA stwierdzenie, że Leeds prawdopobnie tego sezonu nie zakończy 5 maja w Ipswich. Jednak to, co zostało kibicom to wierzyć, że być może jednak stanie. Futbol w historii widział juz bardziej nieprawdopobne scenariusze niż ten, że Sheffield United zgubi punkty przeciwko Ipswich i Stoke. Leeds rozgrywa swój najlepszy sezon od kilkunastu lat. Każdy, kto śledzi poczynania tego klubu od dłuższego czasu, wie, że Leeds nie robiące problemów samemym sobie, nie komplikujące sobie życia, to nie jest Leeds. Mało, który klub na świecie potrafi tak spektakularnie zepsuć coś, co wydaje sie niemal pewne. Pocieszyć się jednak należy faktem, że jest niewiele zaspołów, które potrafią wyjść z sytuacji beznadziejnych w taki sposób jak The Whites. Nie szukając daleko pamięcią wstecz weźmy pod uwagę tylko obecny sezon i wyżej wspomnianą listopadową klęske na The Hawthorns i to, co nastąpiło po niej. Idąc dalej wrócimy myślami do 1 marca i chyba najlepszego meczu Leeds od czasów Premier League, kiedy The Peacoks 3 dni po haniebnej klęsce z QPR roznieśli w pył WBA. Wróćmy do sezonu 2013/14. Ostatni dzien okienka transfeorwego i praktyczne przejęcie klubu przez Massimo Cellino. Blokowanie Elland Road, „zwolnienie” McDermotta, chaos jakiego świat piłkarski nie widział, a co stało kilkanaście godzin później? Osierocoene Leeds po słabej pierwszej połowie, w drugiej zagrało swój najlepszy mecz sezonu gromiąc Huddersfield 5-1. Wrócmy wreszcie do pamiętnego maja 2010 roku, a nawet ogólnie tamtego sezonu. Na Święta Bożego Narodzenia drużyna Simona Graysona liderowała tabeli League One mając 8 punktów przewagi nad drugim Charltonem i 11 nad trzecim Norwich. Kilka dni później miał miejsce legendarny 3 stycznia. Co się zas stało z Leeds między 9 stycznia a 3 kwietnia? The Whites wygrali wtedy 3 z 16 ligowych meczów (sic!) Wracając pamięcią do tamtych wydarzeń wydaje się to wręcz nie do wyobrażenia. Później jednak dzięki poprawie wyników i splotowi szczęścliwych wyników innych zespołów udało się Pawiom wrócić do gry o bezpośredni awans. W ostatniej kolejce wystarczyło tylko pokonać niegrające o nic Bristol Rovers. W teorii nic łatwiejszego, ale Leeds United łatwych zadań się tyka. Dlatego najpierw z meczu wykluczył się Max Gradel, a później Shane Higgs musiał wyciągac piłkę z siatki. Wtedy Pawie mogły po raz kolejny napisać niesamowitą historię i wciągu 4 minut dwie największe ikony tamtej drużyny strzeliły po golu i zaprowadziły Leeds do wyższej ligi.

Michał Okoński w swojej książce „Futbol jest okrutny” pisał, że życie kibica opiera się na chwilach szczęścia i rozpaczy i z racji tego, że te drugie wystepują zdecydowanie częściej, to te momenty euforii trzeba doceniać ze szczególnym uznaniem. Kibicom Leeds momentów rozpaczy w ostatnich latach nie brakowało. Skąpego właściciela zastąpili jedyni arabscy właściciele bez pieniędzy. Kiedy Leeds miało już dość GFH Capital, to stery przy LS11 przejął szalony Włoch z Sardynii. Leeds potrafiło sprzedawać swoje talenty do Bournemouth, potrafiło zatrudniać na stanowisku trenera gościa o CV nauczyciela W-F. Kiedy w końcu wydawało się, że Leeds za sprawą Garry’ego Monka się ustatkuje, to ten nagle nieoczekwianie uciekł do bogatszego Middlesborough. W ostatnich kilkunastu latach wszystko, co złego mogło się wydarzyć na Elland Road, to się wydarzyło z naszą drużyną. Aż w końcu kilka tygodni po zakończeniu jednego najbardziej frustrujących sezonów ostatnich lat, Victor Orta przekonał Andree Radrizzianiego do zatrudnienia Marcelo Bielsy. Dzięki temu 4 lata po zatrudnieniu Davida Hockadaya na Thorp Arch na białym koniiu wjechał trener należący do ścisłej czołówki ostatnich dwóch dekad. Pięknych chwil od sierpnia przyżywaliśmy bez liku i nawet wydarzenia z 19 i 22 kwietnia tych chwil nam wymażą.

Kibice sa biernymi uczestnikami wydarzeń sportowych. Ich świętym prawem jest wierzyć, jest marzyć i w miarę możliwości wspierać swoich pupili. Racjonalnych przesłanek do bezpośrdniego awansu Leeds United raczej nie ma, ale jak już zostało wyżej wspomniane ta drużyna racjonalnych ścieżek nie zwykła wybierać. Zresztą, nawet w razie braku bezpośredniego awansu, należy pamiętać, że wtedy zawsze jeszcze zostaje furtka w postaci spotkań barażowych. Wiadomo, że łatwo jest w tej chwili powiedzieć, że Leeds ze względu na słabą formę w barażach jest bez szans. Pamiętajmy jednak, że jeszcze tydzien temu przed meczem z Wigan ta forma była świetna i to nie forma sportowa w ciągu tygodnia nagle spadła. Problemem jest razej głowa nasyzch piłkarzy, a na szczęście zmiana mentalności zajmuje mniej czasu niż poprawa formy. Pamiętajmy również, że w spotkaniach z drużynami, z którymi ewentualnie w barażach byśmy sie zmierzyli, to The Whites spisywali się bardzo dobrze. Ten bezpośredni awans, jeśli zostanie przegrany, to nie meczami z Aston Villą, West Bromem, Derby czy Bristol City, a wpadkami z ekipami majacymi problemy: QPR, Stoke, Wigan, Birmingham. W barażach Leeds słabych drużyn nie spotka, a to własnie z nimi paradoksalnie gra się ekipie Bielsy najtrudniej. Piłka wciąż jest w grze, a ewentualny finał na Wembley odbędzie się za ponad miesiąc. W tym czasie z formą, stanem zdrowia czy kondycja psychiczną piłkarzy może stać się wszystko. Marcelo Bielsa w okresie przygotowaczym udowodnił, że do cudotwórcy mu niedaleko. Z dość ograniczonej technicznie i motorycznie zbieraniny ludzi, zrobił jedną najlepiej wybieganych i grających najładniejszy futbol w historii ligi drużyn. Zadaniem Argentynczyka jest teraz wykorzystać najblizsze tygodnie na zresetowanie umysłów swoich piłkarzy. To nie jest tak, że zawodnicy The Whites w ciągu kilku dni po kapitlanym meczu z Sheffield Wednsday zagrali fatalny przeciwko Wigan, bo nagle oduczyli się grać w piłke. To nie jest tak, że w ciągu kilku dni nagle zostali zajechani i „wyszło granie tą samą 11 przez większośc sezonu”. Na tym etapie kluczowe znaczenie ma psychika.  Drugie połowy spotkań świąteczncyh to był obraz nędzu i rozpaczy. Grający przez cały sezon efektowną piłkę piłkarze nagle zaczęli mieć problemy z podniame na 4 metry. Zadaniem Argentyńczyka jest teraz uświadomienie swoim podopiecznym, że w dalszym ciągu są w stanie pokonać każdą ekipę w Championship, że nic nie muszą, ale wszystko mogą. Zmotywowane i grające z pewnością siebie Leeds United nie tylko pokona Aston Villę, West Bromwich czy Derby, ale jest w stanie roznieść ich w pył. Pawie w każdym meczu stwarzają olbrzymie ilości sytuacji bramkwych ( w ostatnich 3 spotkaniach ponad 80!). Piłka nożna na najwyższym poziomie rozbija się o detale. Ileż to razy wystarczyło, żeby piłka poleciała dosłownie kilka centymetrów w lewą czy prawą stronę i wtedy zamiast odbić się od słupka, wpadłaby do bramki? Ileż to punktów Leeds miałoby więcej, gdyby tylko część z tej ogromnej ilości zmarnowanych sytuacji, została zamieniona na gole? Wg Marcelo Bielsy przynajmniej 10-12.

Leeds uwielbia komplikować sobie życie, ale może robi to także dla swoich kibiców? Pablo Hernandez po spotkaniu z Brentofrd jak już doszedl do siebie powiedział, że im cięższa droga, tym większa radość z jej pokonania. Jakże pięknie  smakowałoby smakować będzie zwycięstwo w finale baraży na Wembley? W spotkaniu, które będzie oglądać cała Anglia, na legendarnym stadionie i w mieście, w którym Leeds do tej pory gra fatalnie? Jakże abstrakcynie brzmią takie słowa, po tym, czego doświadczyliśmy w piątek i poniedziałek, ale to, co nam, kibicom pozostało, to wierzyć. Resztę zostawmy Marcelo Bielsie, a sami wierzmy, miejmy nadzieję i marzmy, tak jak 9 lat temu. Nic innego nam nie zostało.

Komentarze  

#4 Paw 2019-04-27 16:56
no juz raczej nikt na cud nie liczy. ogladam mecz sheffield, 1-0 moglo byc wyzej. ipswich swoimi bledami w wyprowadzeniu pilki az zaprasza do wpierdalania im goli, jesli chodzi o kreowanie czegos z przodu to poza jedna szansa zaraz przed golem kompletnie nic. nic dziwnego ze spadli z hukiem
#3 Paw 2019-04-27 13:02
nie jest tajemnica ze sklad ktorym dysponujemy nie jest doskonaly i w barazach to villa lub wba ktore posiadaja lepszych pilkarzy w skladzie beda faworytem. prawdopodobnie jednak zmierza sie w parze ze soba wiec jedna z nich odpadnie. nie liczylbym na cud w meczu sheffield-ipswi ch dzis. ipswich w tym sezonie jest naprawde dramatycznie slabe, zjebane zostalo tam calkowicie letnie okienko transferowe i to jest druzyna na srodek tabeli l1 na ten moment. 4 wygrane w 44 meczach to dorobek ktory nawet niepoprawnemu optymiscie zabierze nadzieje. wiele razy juz w tym sezonie gdy sie potykalismy tez inne druzyny tracily punkty. rozne cuda juz w pilce sie zdarzaly ale w porazke szabli z ipswich akurat nie uwierze. nawet jesli to musimy sie poskladac psychicznie do jutra na mecz z villa. tak czy srak musimy skonczyc sezon zasadniczy z impetem. w barazach nie ma miejsca dla druzyn mentalnie slabych, bez pewnosci siebie, przestraszonych . to loteria a na taka loterie to klucz.
#2 Paw 2019-04-27 12:55
bardzo fajnie to napisales i uwypukliles nasze slabostki w tym sezonie. jest faktem ze mielismy mase swietnych spotkan, mielismy tez okresy kiedy jak to my nieoczekiwanie tracilismy punkty. ja natomiast zmodyfikowalbym troche ta liste spotkan przez ktora pewnie bedziemy musieli grac w barazach i kluczem dla mnei sa 3 mecze - z norwich kiedy poleglismy na calej linii, szablami u siebie i z wigan w tamten piatek. dlaczego uwazam ze z norwich i szablami - presja tamtych 2 spotkan byla ogromna choc przebieg inny. z norwich zgubila nas presja i dyspozycja dnia, natomiast z szablami zadecydowala nieskutecznosc i indywidualny blad coopera, choc daleki bylbym od krytykowania go bo caly sezon byl mega solidny. z wigan natomiast przy 1-0 nagle zapalily nam sie glowy, swiadomosc tego jak blisko bedziemy awansu zgubila tych pilkarzy. zrobili sie calkowicie elektryczni.
#1 mm 2019-04-26 07:56
Super artykuł !
Faktycznie, nie takie cuda się zdarzały...
MOT !

You have no rights to post comments